Opowieści, podania i lokalne legendy przekazywane przez mieszkańców Janowic.
Opowieści o Janowicach nie kończą się na datach i dokumentach. Ważną częścią miejscowej pamięci są legendy, zwyczaje świąteczne, dawne spotkania sąsiedzkie, wesela, kolędnicy i tradycje, które przez lata tworzyły klimat wsi.
Jedną z najbarwniejszych opowieści związanych z Janowicami jest legenda o uroczysku „Piekło”, położonym w okolicach Wału. W miejscu tym można spotkać odsłonięte piaskowce fliszu karpackiego. Jeden z największych głazów, zwany Ryzokiem, waży wiele ton i stał się jednym z symboli miejscowego krajobrazu.
Według legendy dawniej stała tam karczma, w której mężczyźni przesiadywali dniami i nocami. Pewnego razu jedna z gospodyń przyszła pod karczmę i w gniewie krzyknęła, aby piekło pochłonęło to miejsce. W tej samej chwili karczma miała zapaść się pod ziemię, a na jej miejscu pojawiły się głazy, wokół których wyrósł las nazwany Piekłem.
W dawnym opisie Janowic głaz Ryzok został zestawiony z charakterem mieszkańców: twardością, pracowitością i nieustępliwością. Warunki środowiska geograficznego utrudniały życie, ale mieszkańcy nie pozostawali bierni i przez pokolenia zagospodarowywali trudny teren.
Taki obraz ma duże znaczenie dla strony o Janowicach. Legenda nie jest tylko ciekawostką, ale sposobem opowiedzenia o relacji ludzi z miejscem, w którym żyją. Głaz trwający przez tysiące lat może być znakiem ciągłości i siły lokalnej wspólnoty.
Inna lokalna legenda opowiada o walecznych rycerzach Janie i Szczepanie. Za wierną służbę i odwagę król Kazimierz Jagiellończyk miał nadać im po jednej wsi. Od imion rycerzy miały przyjąć swoje nazwy Janowice i Szczepanowice.
Takie podanie pokazuje, jak mieszkańcy tłumaczyli pochodzenie nazw miejscowych przez postacie i wydarzenia bliskie wyobraźni historycznej. Nawet jeśli legenda nie jest dokumentem, przechowuje pamięć o wartościach: odwadze, służbie, zasłudze i związku człowieka z ziemią.
W maju mieszkańcy Janowic gromadzili się wieczorami przy kapliczkach, aby śpiewać pieśni maryjne. Zwyczaj ten łączył religijność z sąsiedzkim spotkaniem i lokalnym krajobrazem, ponieważ kapliczki stały przy drogach, domach i w ważnych punktach wsi.
Takie majowe modlitwy budowały więź między mieszkańcami. Kapliczka nie była tylko obiektem sakralnym, ale miejscem, przy którym spotykały się pokolenia.
Do miejscowych tradycji należało wykonywanie wysokich palm na Niedzielę Palmową. W drugi dzień świąt z poświęconych palm sporządzano krzyże, które następnie umieszczano na zagonach. Miało to symbolicznie chronić zasiewy i pola.
Ołtarze na procesję Bożego Ciała przystrajano brzeziną. Po uroczystości odrywano gałązki i umieszczano je w polu, gdzie rosła kapusta, aby uchronić ją przed szkodnikami. Takie zwyczaje pokazują połączenie religijności, rolnictwa i dawnego sposobu myślenia o przyrodzie.
W materiałach zwrócono uwagę, że wiele dawnych zwyczajów stopniowo zanikało albo zmieniało swój sens. Przykładem był śmigus-dyngus i noc go poprzedzająca. Dawniej żartobliwe zaloty miały przypominać się pannie, zainteresować ją i włączyć młodzież w obrzędowy rytm świąt.
Z czasem część tych zachowań zaczęła przybierać formę złośliwych wybryków i wandalizmu, oderwanego od pierwotnego sensu tradycji. Autorzy dawnych materiałów podkreślali, że takie działania uderzały szczególnie w starszych i słabszych mieszkańców, a nie miały już nic wspólnego z przyjętym obyczajem.
Jeszcze do niedawna kobiety zbierały się wspólnie do tak zwanego skubania pierza. Praca trwała wiele wieczorów, ale była także okazją do rozmów, opowieści i utrwalania więzi sąsiedzkich. Zwieńczeniem takiego cyklu spotkań było przyjęcie o miejscowej nazwie „Piórnik”.
Ten zwyczaj dobrze pokazuje, że dawne życie wsi nie ograniczało się do pracy. Wspólne obowiązki często stawały się pretekstem do spotkania, śpiewu, żartów i przekazywania opowieści między pokoleniami.
Pięknym zwyczajem była sąsiedzka pomoc w razie pożaru, powodzi lub innej klęski. W takich sytuacjach mieszkańcy spieszyli poszkodowanym z pomocą. Była to praktyczna forma solidarności, bardzo ważna w miejscowości narażonej na powodzie i trudne warunki gospodarowania.
Ta gotowość do pomocy pokazuje jedną z najważniejszych wartości dawnej wspólnoty: przekonanie, że nieszczęście jednej rodziny jest sprawą całej wsi.
Z weselami wiązał się zwyczaj robienia bram utrudniających nowożeńcom dojście do kościoła. Starostowie weselni musieli takie bramy wykupić ciastem i gorzałką. Była to forma żartobliwego udziału sąsiadów w wydarzeniu rodzinnym.
Takie zwyczaje nadawały weselu charakter wydarzenia wspólnotowego. Ślub nie był tylko sprawą dwóch rodzin, ale stawał się częścią życia całej miejscowości.
Zimą po Janowicach krążyły grupy kolędnicze z turoniem. Był to jeden z tych zwyczajów, które łączyły zabawę, religijny czas Bożego Narodzenia i lokalną teatralność ludową.
Nowe czasy przyniosły także nowe zwyczaje. W materiałach wspomniano coraz powszechniejsze weekendowe grillowanie oraz sobotnie strzyżenie trawników. Pokazuje to, że tradycja nie jest czymś nieruchomym — jedne obyczaje odchodzą, inne powstają wraz ze zmianą stylu życia mieszkańców.
Legendy i tradycje są szczególnie kruche, bo nie zawsze zapisuje się je w dokumentach. Często żyją tylko w pamięci mieszkańców, w rodzinnych opowieściach, w zwyczajach powtarzanych przy świętach albo w nazwach miejsc takich jak Piekło i Ryzok.
Dlatego podstrona o legendach i tradycjach powinna z czasem rosnąć. Można tu dopisywać wspomnienia mieszkańców, opisy dawnych wesel, kolędowania, majówek, zwyczajów wielkanocnych, a także opowieści o miejscach, których znaczenie znają przede wszystkim Janowiczanie.